Zapiski Autorki

Z końcem roku szkolnego 2011/12

Na zakończenie roku szkolnego
mój syn Mateusz, jako tegoroczny laureat I miejsca
Wojewódzkiego Konkursu Recytatorskiego
zaprezentował w swojej szkole taki wiersz:

Koniec EURO, koniec roku
nikt nie będzie więc stał z boku,
kiedy w drugim dniu wakacji
finaliści będą w akcji.
Ja coś jednak proponuję,
bo naszych strat żałuję.

Wychowawcy, pedagodzy! Koleżanki i koledzy!
Wspólnie tak się zabawimy
wymyślimy skład drużyny.
Jedenastki naszych marzeń,
co dostarczy mocnych wrażeń,
gdy wybiegnie na boisko,
ukraińskie, czy tu blisko.
Wygra każdy mecz w sezonie,
kiedy Piszczek jest w obronie
Lahm, Pique oraz Abidal,
każdy celnie podaje w dal,
bo w pomocy Sneijder, Xavi,
wróg przy piłce nie zabawi
i tkwi wciąż na swej połowie,
i o golach nic nie powie,
gdy w ataku u nas Villa.
Patrz!! Ta chwila szybko mija,
bo kolejna leci bomba,
tamten bramkarz choć nie trąba,
nie obroni i GOOOOL będzie,
bo Ronaldo znajdzie wszędzie
miejsce na podanie piłki.
I te wspólne ich wysiłki
wspiera Błaszczykowski dzielnie,
on też strzela równie celnie.
Lewandowski znów jest w akcji
i dostarcza nam atrakcji.

Na trybunach, radość, fala
„EURO spoko” to wyzwala
„KOKO” słychać z każdej strony
nie rozprasza to obrony,

gdyż dziesiątka gwiazd futbolu

świetnie radzi sobie w polu,
ale ... jeszcze w bramce trzeba,
bo jak nie ma to jest bieda,
goalkeeper’a lub bramkarza
(różnie mówić nam się zdarza)
więc Tytonia postawimy
i karnego obronimy!

Ktoś nam powie, bajdurzymy,
lecz my w marzeń moc wierzymy.
I choć czasem nierealne,
to na pewno niebanalne.
Marzeń miejmy więc wór cały,
bo gdy będzie on niemały,
to się mogą zdarzyć cuda
i na pewno nam się uda,
to co dziś jest niemożliwe,
a w marzeniu tak prawdziwe!

Bogu dzięki, już wakacje

Zdrowym objawem u każdego człowieka jest radość z powodu wakacji, urlopu. Wolne od codziennego obowiązku nauki, pracy jest potrzebne każdemu. Jednak dla różnych osób udane wakacje oznaczają zupełnie coś innego. Warto zatem wykonać wysiłek, aby dobrze zaplanować wypoczynek. Wpisać również w ten czas osobiste spotkanie z Bogiem, rozbudzić w sobie tęsknotę za takim spotkaniem, zachwycając się światem wokół zauważyć w nim naszego Stwórcę. Niemożliwe? Możliwe, jeśli tylko o tym pomyślimy i choć trochę się przygotujemy.

Zawsze możemy wykonać plan maksimum wybierając się na wakacyjne rekolekcje, pielgrzymki, lecz również każdy inny wyjazd lub sposób odpoczynku może być okazją nie tylko do zregenerowania sił fizycznych, ale i duchowych.

Wyruszając w drogę indywidualnie, rodzinnie, a także planując wyjazdy dla dzieci i młodzieży powinniśmy wziąć pod uwagę czy niechcący nie zrobimy sobie „wakacji od Pana Boga”. Możemy tego uniknąć, jeśli zadbamy chociaż o parę rzeczy.

Świętowanie rozpoczęcia wakacji

Pierwsze chwile, pierwszy dzień wakacji powinny być świętowane. Świętowanie, to nie musi być od razu coś wielkiego. To powrót do domu inną drogą niż zwykle, bo w końcu mamy czas, dobre lody czy inna kolacja niż zwykle, zakupy bez pośpiechu i kupienie sobie czegoś wakacyjnego lub dobry film na pierwszy wieczór bez obowiązkowego wstawania następnego ranka. Dla dzieci szczególnie ważne jest ucieszenie się po prostu wolnymi dniami od szkoły, a nie tylko świętowaniem w przypadku doskonałych wyników w nauce. Dla rodziców każdej uczennicy i ucznia, bez względy na etap edukacji, koniec roku szkolnego może być świetnym pretekstem do spędzenia wspólnie chwili czasu. Nie ma dziecka, które nie potrzebowałoby usłyszeć dobrego słowa od rodziców po otrzymaniu świadectwa, mogą to być słowa dumy, pochwały lub zachęty, pocieszenia.

W wakacje nie ma przerwy w wychowaniu dzieci, odwrotnie, to czas szczególnej uwagi i troski rodzicielskiej, gdyż to czy wakacje to będzie Boży czas dla dziecka, zależy od dorosłych, którzy są za nie odpowiedzialni. Czy wakacyjne wyjazdy, czy pobyt w domu będzie dobrym czasem dla jego rozwoju i czy zdobyte doświadczenia, zawarte znajomości będą dobrze owocować w przyszłości.

Warto zapytać dziecko o wakacje marzeń, z kim, gdzie i co najbardziej chciałoby robić. A gdzie i z kim na pewno nie chciałoby spędzać wypoczynku. Taka rozmowa może nam pokazać prawdziwe tęsknoty, potrzeby, a także obawy córki, syna. Czy nasze dziecko wie, jak myśmy spędzali wakacje w dzieciństwie, młodości, a pierwsze małżeńskie wakacje i pierwszy wyjazd naszej pociechy? Takich rozmów zawsze jest mało w rodzinach, a już przedszkolak może być nimi żywo zainteresowany. A w ramach świętowania wspólne uczestnictwo we mszy świętej, w której dziękujemy za rok pracy i prosimy o dobre wakacje, może być świetnym początkiem urlopowego odpoczynku z Panem Bogiem.

Modlitwa przed podróżą i w podróży

„Święty Krzysztofie módl się za nami i prowadź nas szczęśliwie”.

Im młodsze dziecko, tym chętniej podejmuje modlitwę o szczęśliwą podróż dla siebie i rodziny. To również ważne wyzwanie apostolskie, kiedy będąc w publicznych środkach transportu, przed odjazdem wykonujemy symboliczny znak krzyża.

Pożegnanie naszego dziecka znakiem krzyża na czole przed wyjazdem kolonijnym, na obóz lub nawet do babci, to ważny gest błogosławieństwa na dobrą drogę i pobyt pod Bożą Opieką. Zwykle nastolatek nie będzie dobrze się czuł, jeśli taki gest wykonamy publicznie przy kolegach, koleżankach, więc zadbajmy o to jeszcze przed wyjściem z domu.

Wyjeżdżając wspólnie samochodem, warto wprowadzić zwyczaj modlitwy przed podróżą, a i można pamiętać o modlitewnych akcentach w czasie, często nużącej drogi.

Rodzina ulokowana w samochodzie, pasy zapięte, ruszamy i zaczynamy: Ojcze nasz, Aniele Boży i wezwanie do Św. Krzysztofa – patrona kierowców, również Pod Twoją obronę to odpowiednie modlitwy w takiej sytuacji.

W Przewodniku modlitwy (Apostolicum 2008) jest propozycja następującej modlitwy przed podróżą: Za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Panny, prosimy o szczęśliwą podróż; niech Pan będzie z nami w drodze i niech Jego Aniołowie nam towarzyszą. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Zawsze warto zachęcać dzieci, kiedy wybierają się w drogę samodzielnie lub z grupą zorganizowaną, aby pamiętały o osobistej, cichej modlitwie w intencji szczęśliwego wyjazdu i powrotu do domu.

W trakcie dłuższej podróży rodzinnym samochodem jest jak nigdy czas i okazja do wspólnej modlitwy różańcowej. Już w drodze można zacząć wykorzystywać czas urlopu na ciekawą ucztę duchową – słuchając nagrań rekolekcji, rozważań, sesji tematycznych, muzyki o treściach religijnych. Bogatą ofertę takich kompletów płyt CD posiada np. wydawnictwo SALWATOR, WAM. Wiele też wartościowych książek posiada swoje odpowiedniki w wersji dźwiękowej w tzw. audiobookach.

Dobra lektura duchowa na wakacje

O taką dobrą lekturę, tak jak przedwakacyjne zakupy niezbędnych urlopowych rzeczy, należy zadbać odpowiednio wcześniej. Są osoby, które specjalnie odkładają ważne dla siebie książki, które czekają na delektowanie się nimi podczas wolnego czasu od codziennej gonitwy.

Nie wszyscy jednak lubią czytać głębokie i pokaźne w rozmiarach lektury, dla mniej wymagających urlop może być okazją do nadrobienia zaległości w czytaniu prasy katolickiej lub okazją do obejrzenia niebanalnego filmu. Dobrym przewodnikiem w poszukiwaniach inspirującego do przemyśleń duchowych obrazu filmowego może być Encyklopedia filmu religijnego (Biały Kruk 2007). Jako rodzice możemy zadbać, aby dobrze dobrać książkę na wieczorne wspólne czytanie. Może to być na przykład podróż do krainy Narnii (z autorem C.S. Lewis’em) albo wyruszenie w podróże z Janem Pawłem II (z autorką Joanną Krzyżanek).

Starsze dzieci, które obserwują dorosłych cieszących się tym, że jest czas na czytanie, którzy jeszcze dzielą się wrażeniami, komentują, czytają na głos fragmenty – najskuteczniej zarażają młode pokolenie do tego, że warto czytać wartościowe książki.

W centrum niedzieli Eucharystia

Zazwyczaj urlop to niedziela po za domem, daleko od własnej parafii. Bywa, że zadbanie o obecność na niedzielnej mszy świętej wymaga wysiłku, pokonania kilometrów, rezygnacji z całodziennego korzystania z wakacyjnych atrakcji (plaży, wędrówki górskiej, sportu czy po prostu leniuchowania i nie ruszania się gdziekolwiek dalej).

Będąc na przykład w grupie, nie jest łatwo czasem głośno zasygnalizować: ale pamiętajcie jeszcze, że w niedzielę planujemy wyjście do kościoła. Jakże często się zdarza, że mija niedziela i orientujemy się, że tak się jakoś złożyło, ale nie było kiedy pojechać, pójść na mszę świętą. Wiedząc o tym, że organizacyjnie nie damy rady w niedzielę, pamiętajmy, że jest zawsze możliwość skorzystania z sobotniej wieczornej Eucharystii.

Kiedy nasze dzieci wyruszają na wakacje i to my, jako rodzice, wybieramy im rodzaj wypoczynku – zadbajmy o zapytanie organizatorów lub osoby goszczące nasze dzieci o to czy planują niedzielny udział w Eucharystii. Zawsze powinniśmy wyrazić nasze życzenie, aby dzieciom czy młodzieży zostało umożliwione wyjście do kościoła.

Gdzie i o której jest msza święta

Dzisiaj, korzystając z internetu, możemy już wcześniej zaplanować, gdzie będzie najbliższy kościół naszego miejsca wypoczynku i o której są odprawiane msze święte. Wiele parafii posiada swoje strony internetowe.

Zawsze również, przechodząc lub przejeżdżając obok kościoła możemy sprawdzić rozkład mszy świętych. Także, kiedy planujemy wakacje zagranicą, dzięki informacjom na różnojęzycznych stronach internetowych jest możliwość dokładnego zaplanowania gdzie i o której można, uczestniczyć we mszy świętej. Dzięki wstępnemu internetowemu rozeznaniu w przypadku egzotycznych wypraw możemy z góry przewidzieć, że nie możliwe będzie odnalezienie kościoła katolickiego, natomiast w wielu krajach europejskich możemy mieć szansę nawet na mszę w języku ojczystym.

W przypadku uczestnictwa we mszy świętej w języku, który jest nam obcy, bardzo pomocny może się okazać OREMUS (kieszonkowych rozmiarów teksty liturgii Mszy św. do kupienia w księgarniach katolickich w całym kraju).

„Modlić się nogami czyli duchowość wędrówki” *

Jan Paweł II kiedyś powiedział: Patrząc na wysokie szczyty, mamy wrażenie, że ziemia strzela w górę, jakby chciała dotknąć nieba: w takim porywie człowiek w jakiś sposób odnajduje wyraz swojego własnego niepokoju wobec tego, co transcendentne i nieskończone.

Karol Wojtyła jako ksiądz, biskup, kardynał i papież potrafił odpoczywać, kontemplować Boga na łonie przyrody, był Pielgrzymem w najszerszym tego słowa znaczeniu, Człowiekiem wędrówki. Mógłby być patronem naszych dobrze spędzonych wakacji.

Patrząc na piękne widoki, cuda przyrody i my możemy dotknąć nieba i zachwycić się dziełami naszego Stwórcy. Czy to w samotności, rodzinnie czy w grupie znajdźmy czas na chwilę refleksji, zadumy. Przede wszystkim szukajmy ciszy. Umiejętność bycia sam na sam z sobą w ciszy i skupieniu jest często wyznacznikiem naszej dobrej kondycji psychofizycznej.

Ucieczka w hałas, tłum, moc atrakcji i szybkie tempo może świadczyć o naszym emocjonalnych problemach, więc po zbyt intensywnym urlopie mogą się one tylko pogłębić, a nie wycofać. 

Nauczmy też dzieci i młodzież odpoczynku od mediów i gadżetów elektronicznych. Jakże dobrym pomysłem są wyjazdy obozowe, kolonijne na których jest wręcz zakaz korzystania z telefonów komórkowych, gier – nie ma też oglądania telewizji.

Modlić się możemy naszym odpoczynkiem, jeśli zadbamy w nim o nasze potrzeby duchowe. Realizacja naszych potrzeb duchowych pozwala nam odnajdywać sens naszego życia. Choć wbrew pozorom, dzisiaj może okazać się łatwiejsze znalezienie oferty wakacyjnej proponującej regenerację sił fizycznych z pełnym serwisem atrakcji niż regenerację sił duchowych w cichym i spokojnym otoczeniu. Współczesny człowiek, szczególnie dużo pracujący, mieszkający w mieście właśnie tego drugiego wypoczynku szczególnie potrzebuje. Są osoby, które nawet preferując intensywny, barwny wypoczynek potrafią zadbać chociaż o kilka dni z „wyłączonym telefonem”.

Udanych wakacji,

z Panem Bogiem!

 

... spocony nauczyłem się

doceniać łyk świeżej wody,

strudzony przystanąłem

i mogłem podziwiać

cud kwiatu

wolność ptasiego lotu,

oddychać zapachem zwyczajności,

bo sam zanurzony w ... ciszę,

zobaczyłem swoje odbicie ...

B. Bonali

*Śródtytuł i wiersz na zakończenie zaczerpnięty z tytułu i fragmentu książki Francesco Balbo, Rosanna Bertoglio  Modlić się nogami czyli duchowość wędrówki MIC 2009

na ten czas

Jak rozmawiać z dziećmi o ...

tragicznych wydarzeniach, śmierci, żałobie

 

W sobotni poranek 10 kwietnia 2010 roku:

„Rozbił się samolot. Pan Prezydent, jego żona, wiele ważnych dla Polski osób zginęło. Wygląda na to, że nikt nie przeżył – poinformował ojciec rodziny”

„To my się musimy za nich wszystkich pomodlić – powiedział spontanicznie niespełna czterolatek.”

 

Doświadczenie ostatnich kilkunastu dni pokazuje nam, że kiedy o tragicznych wydarzeniach mówi głośno cały świat, wydarzeniach, które dotykają każdego z nas, znaczące symbole ich przeżywania – wzruszenie, powaga, czerń, znicze są tak bardzo widoczne, to okazuje się, że już przedszkolaki są w stanie ogarnąć swoim sercem, umysłem tajemnicę śmierci i związaną z nią żałobę.

Jeszcze parę tygodni temu można się było zastanawiać, kiedy dziecko jest w stanie przyjąć informację o tym, co wydarzyło się w Katyniu 70 lat temu. Jakiś czas temu brałam udział w dyskusji, w której z dużym zdziwieniem został przyjęty mój pomysł powiedzenia już pięciolatkowi, o tym co wydarzyło się lasku katyńskim. Usłyszałam: „to za wcześnie, jak będzie duże dowie się w szkole”.

Ja nie czekałam na czas edukacji szkolnej, moja córeczka (5 lat) w czasie spaceru zapytała: „czemu tutaj jest taki wielki pomnik”. Otrzymała odpowiedź: „to pomnik upamiętniający ofiary Katynia”. Zaczęła dopytywać: „ale co tam się stało?”. I usłyszała taką krótką opowieść: „Bardzo dawno, wielu dorosłych synów, tatusiów, wujków, dziadków – po prostu Polaków zostało wywiezionych. Nie wiedzieli gdzie jadą i daleko w lesie wszyscy zginęli od strzału w głowę. Ci, którzy to zrobili chcieli to ukryć, wiele lat nie wolno było o tym mówić. Ten pomnik jest tutaj od niedawna.” Zaraz po takim wyjaśnieniu dziecko zauważyło: „to dlatego to takie ważne i ten pomnik taki duży”. W 1978 roku, miałam 4 latka, kiedy po raz pierwszy, jeszcze wtedy konspiracyjnie, brałam udział w mszy katyńskiej. Zapewne dlatego wiem jak o tym rozmawiać ze swoimi dziećmi, bo ze mną na ten temat rozmawiano.

Teraz jednak, nikt chyba nie ma wątpliwości, że na pytanie przedszkolaka: „czemu tu tyle ludzi, kwiatów, zniczy” nie odpowiemy: „dowiesz się o tym kiedyś w szkole”, ale już dziś każde dziecko może otrzymać żywą lekcję historii i świadectwo jak przeżywać żałobę.

„Tym samolotem lecieli ważni ludzie dla Polski, ale również kogoś synowie, córki, tatusiowie, mamusie, dziadkowie. Dlatego tak nam wszystkim jest smutno.”

Taki czas jak teraz, stwarza naturalną okazję do rozmawiania z dziećmi na tematy poważne, tragiczne, bolesne. W takich momentach nie mamy wątpliwości, że dziecku bez względu na wiek należy się prawda, wyjaśnienie sytuacji, nie ukrywamy emocji, wzruszeń, łez. Przeżywamy żałobę i o niej rozmawiamy. Widok trumny, oddawanie czci zmarłym, modlitwy żałobne, pogrzeb są udziałem nas wszystkich, całych rodzin. Tak jak pięć lat temu wszyscy bezpośrednio lub pośrednio uczestniczyliśmy w ostatnim pożegnaniu Jana Pawła II, tak teraz żegnaliśmy tragicznie zmarłych w katastrofie pod Smoleńskiem.

Nie chrońmy dzieci przed czymś co w naturalny sposób wpisane jest w żywot ludzki. Dobre przeżywanie śmierci, żałoby jest potrzebne każdemu z nas. Umiejętność odnalezienia się w takich sytuacjach w wymiarze wiary, modlitwy jest niezwykle cenne. Słyszeliśmy ostatnio wielokrotnie to, co ja usłyszałam, w ten sobotni poranek, od mojego najmłodszego synka: „pozostaje nam tylko się modlić”. Niech duchowy aspekt tragicznych wydarzeń, śmierci, żałoby zostanie zaszczepiony w młodym pokoleniu. Rozbudzajmy empatię i  współczucie. Pozwólmy, aby nasze dzieci znały prawdę i umiały przeżywać nawet bardzo tragiczne wydarzenia. Brak wiedzy i doświadczeń w tym obszarze powoduje albo zobojętnienie albo nadmierne przeżywanie i traktowanie tragicznych wydarzeń jako koniec świata. Nie czekajmy na kolejne trudne sytuacje, aby opowiadać i uczyć dzieci przeżywania tragedii, śmierci i żałoby. One są częścią naszego życia. Rozmawiajmy o nich, dzielmy się uczuciami. Uczmy się na wydarzeniach historycznych, jak dobrze przeżywać również osobiste tragiczne wydarzenia, śmierć bliskich i żałobę. Pamiętamy, jak ważne jest pokazywanie tego co się czuje, solidarne współodczuwanie z innymi, autentyczność i szczerość.

Taką historyjkę

otrzymałam kiedyś drogą e-mailową:

W brzuchu ciężarnej kobiety były bliźniaki. Pierwszy zapytał drugiego:
- Wierzysz w życie po porodzie?
- Jasne. Coś musi tam być! Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to co będzie potem.
- Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by to miało wyglądać?
- No nie wiem, ale będzie więcej światła. Może będziemy biegać, a jeść buzią...
- No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! a kto widział, żeby jeść ustami! Przecież żywi nas pępowina.
- No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę, i tata się będzie o nas starać.
- Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według ciebie w ogóle jest?
- No przecież jest wszędzie wokół nas... Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie było.
- Nie wierzę! Żadnej mamy nie widziałem, czyli jej nie ma...
- No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, ja myślę, że prawdziwe życie zaczyna
się dopiero później...

notatka trzynasta

Nasz najmłodszy synek, mówiący niewiele słów, uwielbia słówko "mało" stąd na potrzeby arystyczne całej trójki, aby każdy mógł jakiś fragment w wierszyku (prezencie dla Taty) wyrecytować - powstała taka rymowanka:

Mało? Słowo Ciałem się stało!

Czytaj więcej: notatka trzynasta