FELIETON XIV

Jakie dzieci w naszym małżeństwie?

Podczas rozmów o przyszłości dwojga ludzi, którzy mają się pobrać, nie może zabraknąć dyskusji na temat DZIECI.

Ile chcę, ile chcemy mieć dzieci? Które nasze dziecko (drugie, trzecie..., piąte) lub poczęte w którym momencie naszego związku może się okazać niechcianym? Która płeć jest mniej lub bardziej chciana? Co zrobimy z niechcianym dzieckiem?

Co zrobimy z ciążą, która w jakiś sposób zagraża życiu, zdrowiu kobiety?

A co zrobimy w sytuacji, kiedy będą trudności z zajściem w ciążę? Co sądzimy o zapłodnieniu „in vitro”, a co o adopcji?

Można się skrzywić i oburzyć na tak niestosowne (trudne, kontrowersyjne) tematy na przedślubne rozmowy dwojga zakochanych. Wiele jednak może zyskać para na wzajemnym poznaniu się, jeśli zmierzy się z takimi problemami i moralnymi dylematami współczesnych kobiet i mężczyzn.

Wspominam więc o dzieciach CHCIANYCH I NIECHCIANYCH, ale zastanówmy się czy pasują nam takie określenia.

Jeśli potraktujemy, że NIECHCIANE DZIECKO to takie, które poczęło się nie w tych okolicznościach co trzeba, nie w tym czasie (przed ślubem, przed doktoratem, przed kupnem mieszkania itd.), jest niechcianej płci, niechcianego stanu zdrowia (np. niepełnosprawne) więc NIECHCIANE, bo nie spełniające oczekiwań rodziców, niepotrzebne rodzicom.

Natomiast CHCIANE DZIECKO, to takie, które ma spełnić oczekiwania rodziców, jest im potrzebne, aby poczuli się rodziną, a może nawet, by uratować małżeństwo. CHCIANE ze względu na upragnionego chłopca lub wytęsknioną dziewczynkę. Za CHCIANYM (w tej interpretacji) DZIECKIEM idą oczekiwania względem talentów i ich rozwijania, wyborów zainteresowań, szkół, a nawet zawodu. Za CHCIANE DZIECKO często decydują rodzice i nie potrafią zaakceptować decyzji wobec wyboru ukochanej osoby i wielu innych spraw dotyczących osobistego życia – chciane dziecko – chciana synowa (zięć) – chciane wnuki. Chciane dziecko ma spełniać oczekiwania i potrzeby rodziców – tacy rodzice też mają wielką potrzebę ingerowania w życie swoich, często już później dorosłych, dzieci, a nawet wnuków.

            Przy takiej interpretacji chcianego i niechcianego dziecka, mogę powiedzieć, że nie rzecz w tym, aby być chcianym czy niechcianym, bo jedno i drugie okazuje się być wielkim ciężarem utrudniającym dobry rozwój, lecz by BYĆ DZIECKIEM PRZYJĘTYM!

To wielka sprawa umieć przyjąć dzieci, ich moment poczęcia, płeć, kolejność narodzin, temperament, stan zdrowia. Przyjąć takimi jakimi są. Mieć świadomość DARU, a nie własności. Jaką rolę więc mają spełnić dzieci, w naszej rodzinie, to wymaga przemyślenia, refleksji i modlitwy. Świadome wychowanie i planowanie rodziny to zadanie każdego chrześcijańskiego małżeństwa. W przyjmowaniu naszych przyszłych dzieci może nam pomóc wzajemne przyglądnięcie się temu, jak przyjmujemy siebie w narzeczeństwie. Czy nie traktujemy przypadkiem siebie jako chcianych lub niechcianych narzeczonych? Czyje potrzeby realizujemy? Moje? Twoje? Czy przyjmujemy siebie? Czy twoje potrzeby stają się moimi, a moje potrzeby twoimi? Będzie wam wtedy łatwiej wsłuchiwać się w potrzeby swoich dzieci, aby czuły się przyjęte i kochane.