FELIETON XII

felieton ukazał się w Niedzieli z dnie 21 lutego 2010 roku

Rozrywka, ale jaka?

„W co się bawić” śpiewał Wojciech Młynarski, bynajmniej nie w piosence dla dzieci.

Drodzy narzeczeni, minął karnawał, w ciągu ostatnich dwóch miesięcy było mnóstwo okazji do zabawy i świętowania, więc mogłoby się pojawić pytanie: jak się bawiliście w tym czasie?

Jak to jest w waszej relacji: czy oboje rzucacie się w wir zabawy, korzystając z każdej możliwej okazji? Czy jedno z was marzy o tym, aby gdzieś pójść, a drugie uważa to za stratę czasu lub po prostu nie lubi spędzać rozrywkowo czasu po za domem?

A może razem długo debatujecie: co tu zrobić? Gdzie pójść? I w końcu nigdzie nie idziecie i nudzicie się oboje.

Może też tak być, że uwielbiacie oboje się „ponudzić”, posiedzieć w domu, poczytać, potańczyć tylko we dwoje przy ulubionej muzyce, nie lubicie tłumów, klubów itp.

A może natomiast macie to szczęście, że posiadając znajomych, przyjaciół, tworzycie grupę, paczkę, która świetnie potrafi się zorganizować na dobrej wspólnej zabawie.

Znowu, tak jak w wielu innych kwestiach, najważniejsze jest, aby jednej i drugiej stronie, tak w narzeczeństwie, a potem w małżeństwie, to samo rozwiązanie jak najbardziej pasowało: wspólna zabawa lub „wspólne ponudzenie się”.

Bardzo trudno jest parze, w której, każde z osobna, ma bardzo różne potrzeby dotyczące spędzania wolnego czasu, zabawy i rozrywki. Już w narzeczeństwie poznajemy, uczymy się upodobań naszej narzeczonej, narzeczonego. Wielokrotnie jednak, na siłę przełamujemy się, aby towarzyszyć naszej drugiej połowie w jej ulubionych zajęciach, z czasem jednak, kiedy ich autentycznie nie zaakceptujemy, będzie nam trudno nie być złośliwymi, ignorującymi lub zniechęconymi.

On czyta dla niej poezję. Ona dla niego chodzi na żużel. Ale oboje tego nie lubią. Jeszcze na etapie narzeczeńskich randek udają, że jest ok., ale potem w małżeństwie już nie dają rady się zmuszać.

Nie udawajmy przed sobą, że śmieszą nas dowcipy, komedie, które nas naprawdę nie śmieszą albo nawet uważamy je za żałosne. Nie dawajmy się zaciągać na imprezy, do klubów, gdzie jest nam nieswojo. Nie oglądajmy wspólnie filmu, przemilczając, co tak naprawdę o nim myślimy. Nie udawajmy melomanów lub kibiców, kiedy nimi nie jesteśmy.

Co innego jest wykazywać zainteresowanie i szczerze otwierać się na to, że mogę polubić coś co kiedyś wydawało mi się nieinteresujące lub było nieznane. Możemy poznawać nasze poczucie humoru, co nas śmieszy, bawi, „wyluzowuje”. Bywa tak, że pozytywnie wzajemnie się zarażamy.

Smutne jest i może mieć bardzo poważne konsekwencje, jeśli namawiamy się wzajemnie do rozrywki i takiego sposobu „wyluzowania się”, który nie jest zdrowy (w kontekście zdrowia psychicznego i fizycznego). Myślę tu o wszelkich używkach, ale również o pornografii, klubach emanujących erotyką itp. Ważne, aby przyszli małżonkowie wzajemnie sobie nazwali: co uważają za przyzwoitą, a co za nieprzyzwoitą i niedopuszczalną rozrywkę w swoim życiu.

Warto więc poszukiwać prawdziwie wspólnych obszarów rozrywki i odpoczynku,
ale o tym ostatnim więcej za dwa tygodnie.