FELIETON IX

felieton ukazał się w Niedzieli z dnia 10 stycznia 2010 roku

Dokąd zmierzamy czyli nasze cele życiowe 

W kontekście celów życiowych podążać, w małżeństwie, w tym samym kierunku, to wielka sprawa. Jest parę pytań, które warto zadać sobie i swojej przyszłej drugiej połowie, aby osiągnąć mniej więcej porozumienie, o który kierunek nam chodzi.

Czy cieszę się z tego, że żyję?
Kto cieszył się z tego, że się urodziłam, urodziłem?
Te pytania i odpowiedzi na nie, powrócą również w momencie kiedy sami będziemy przyjmować poczęte życie. Teraz jednak zatrzymajmy się na tym, że odpowiedzi na te egzystencjalne dylematy:
to dobrze czy źle, że się urodziłam, urodziłem, czy ktoś i czy ja sam mam powód by się cieszyć swoim życiem, dają nam możliwość zobaczenia, jak postrzegamy swoje istnienie i tym samym rzutują na to do czego w życiu zmierzamy. Czy chcemy sobie, a może komuś udowodnić, że zasługujemy na życie? A może nawet czujemy się winni, że żyjemy? Czy uważamy, na przykład, że generalnie życie jest bez sensu, trzeba brać co przynosi los lub użyć co się da, bo i tak rozpłyniemy się w nicość? Czy może jest tak, że moje życie tak naprawdę zaczęło się jak poznałam, poznałem Ciebie i teraz już nie mogę bez Ciebie żyć? Jesteś pierwszą osobą, która się mną cieszy? (odpowiedzi twierdzące na dwa ostatnie pytania same w sobie nie są niekorzystne dla związku, ale mogą bardzo ograniczać podejmowanie decyzji bez lęków i w wolności).

Bez czego i gdzie nie wyobrażam sobie życia? A bez czego i gdzie mogę żyć?
I tu nie chodzi o sentymentalne stwierdzenia: z tobą to i na koniec świata, jak ty jesteś to już mi nic więcej nie potrzeba. Lecz tak naprawdę jest to pytanie zarówno o kluczowe rozwiązania życiowe jak i o drobiazgi: na emigracji czy w kraju, bez telewizora czy z platformą, kablówką i największą dostępną plazmą, w domku pod lasem czy w centrum miasta, z alkoholem na co dzień, od święta czy w abstynencji, blisko rodziców czy jak najdalej itp., itd. I tym podobne pytania trzeba sobie odważnie dalej zadawać. Być szczerym i kłócić się, spierać, dyskutować - jeśli się narzeczeni rozmijają; jedna strona się oburza, druga nie widzi problemu.

Kiedy dla mnie życie się kończy?
Po czterdziestce czy po siedemdziesiątce? Na emeryturze? W chorobie? Bo dla mnie starość i choroba to wegetacja. Jak dzieci dorosną? Jak umrze współmałżonek? Bo ja żyję tylko dla innych. Czy życie kończy się z momentem śmierci? I nic nie ma dalej. I nie spotkamy się po śmierci. Czy myślimy o naszym małżeństwie w kontekście wieczności? I tam oboje zmierzamy?

Jakie poglądy w tych kwestiach przekazali nam nasi rodzice, rodzina.
A jakie ja, my mamy zdanie na ten temat?